Post Festiwal 07.03-22.04 2019

Kolejna perełka festiwalowa rodem z Lublina. Oryginalnie, mądrze. Wydarzenie po uszy zanurzone w lokalnej tożsamości. Smakowanie życia w rytmie slow motion. Szkoła uważności i refleksji. Każdemu cyfrowy detoks pozwoli docenić siłę smaku, ducha i dźwięku. Bravo Lublin.

---- Hubert Gonera, Landbrand

Zobacz program

Słowo

Kaligrafia i medytacja

Arkadiusz Adamczuk

Rozmowa z Arkadiuszem Adamczukiem rozpoczyna festiwal. Zaczynamy od kaligrafii. Kaligrafii, która może być medytacją, wyciszeniem i skupieniem. Potrafi odprężyć i wyciszy. I jest to zdrowe wyciszenie. Kaligrafia jest także dobrym sposobem na codzienną medytację.

Będziemy rozmawiać o tym, że kaligrafia może być także ceremonią. Tak, jak japońska ceremonia picia herbaty. Także o tym, że praktykowanie kaligrafii może być drogą do codziennej uważności.

Mało osób wie, że praktyka kaligrafii wpływa na na postawę, oddychanie i koncentrację. Wyrabia cierpliwość, której tak bardzo potrzebujemy. Pozwala panować nad ciałem.

Kaligrafia daje spokój – mówi Arkadiusz Adamczuk. Ten spokój wzmacnia kreatywność. I porządkuje rytm naszego życia.

dr Arkadiusz Adamczuk

Kustosz dyplomowany w Oddziale Zbiorów Specjalnych Biblioteki Uniwersyteckiej KUL. Jego wielką pasją jest kaligrafia. Oraz ilustracja książkowa I szlak pielgrzymkowy do Santiago de Compostela i wszystko co się z nim wiąże. – Moje Camino odbyłem w dniach 2 – 25 lipca 2007 roku idąc pieszo od Puente la Reina do Santiago (ok. 670 km) – mówi bohater pierwszego spotkania.

Analogowy detoks

Piotr Marek

I tak to zajęcie przerodziło się w moją wielką pasję. Fotografia jest dla mnie formą medytacji.
Uwielbiam czarno-białą fotografię. Zwłaszcza w portretach i ogólnie w fotografii ludzi. Medytacja za pomocą fotografii analogowej może być otwarciem drzwi do mądrości.

Fotografia analogowa pozwala widzieć rzeczy takimi, jakie są. Bez upiększeń. Pozwala doświadczyć pewnej klarowności świata i taką da
.

Praktykowanie fotografii analogowej uczy umiaru, wstrzemięźliwości, pozwala osiągnąć stan skupienia.

Inspiracje

Zwykło się uważać za cud chodzenie po powierzchni wody czy unoszenie się w powietrzu, ale myślę, że prawdziwym cudem jest chodzenie po ziemi. Każdego dnia uczestniczymy w cudzie, z którego nawet nie zdajemy sobie sprawy: niebieskie niebo, białe chmury, zielone liście, ciekawskie oczy dziecka – nasze własne oczy. Wszystko jest cudem.
(Thích Nhất Hạnh – Cud uważności. Prosty podręcznik medytacji)

Piotr Marek

Miłośnik aparatów Leica i fotografii instant. Na codzień pracownik Leica Store Warszawa. Prowadzi warsztaty z Polaroidem. – Od czego zacząć opowiadanie niesamowitej historii Polaroida? Od losów wizjonerskiego założyciela Edwina Landa, czy od tego jak Polaroid wpłynął na kulturę wizualną? Od prezentacji ponad 250 jego różnych modeli, czy od omówienia dziedzin takich jak erotyka, antropologia, moda i sztuka, w których Polaroid znalazł swoje zastosowanie? A może wypadałoby zacząć od fotografów, Andy’ego Warhola, Arakiego, Ansela Adamsa i Chucka Closea? Dróg do tej wspaniałej opowieści można odnaleźć wiele, a podczas warsztatów będziemy mogli wytyczyć też własną. Poznamy słynną magię, dzięki której od podjęcia decyzji o zrobieniu zdjęcia do jego powstania mija tylko kilka minut. Zobaczymy co jeszcze można odkry
, zrobić z gotowym już zdjęciem. Nie przy pomocy programów, ale pomysłów, własnych rąk oraz odrobinie mało znanej wiedzy o tej tak niegdyś popularnej technologii. Polaroid to magia… odkryjmy jej trochę wspólnie.

Odnajdywanie drogi

Krzysztof Modras OP

Z dominikaninem, egzorcystą archidiecezji lubelskiej, przeorem klasztoru Dominikanów w Lublinie porozmawiamy o sztuce rezygnacji. Oraz o odnajdywaniu drogi we współczesnym świecie. Jak uwolnić się od cyfrowego uzależnienia? Zrezygnować z nieustannej obecności w mediach społecznościowych.

Digital detox, czyli cyfrowy detoks to coraz popularniejsza metoda odzyskiwania kontroli nad nowymi technologiami. Taki odpoczynek od komórki, iPada czy laptopa procentuje wiedzą, co możemy zyska
. W świecie owładniętym nowymi technologiami pojawia się nowy trend – technologiczny detoks. Coraz więcej osób decyduje się przejść w stan offline.

Krzysztof Modras OP

Stopnie naukowe: licencjat z teologii i nauk patrystycznych (Uniwersytet Laterański – Instytut Augustinianum, 1991), doktorat z teologii i nauk patrystycznych (z języka koptyjskiego), (Uniwersytet Laterański – Instytut Augustinianum, 1994); profesor nadzwyczajny École biblique w Jerozolimie (2003).

Dyscypliny badawcze: religioznawstwo (szczególnie islam) i język arabski.

Projekty badawcze: objawienie koraniczne.

Obecnie pełnione funkcje: adiunkt w Katedrze Dialogu Kultur i Religii – Kulturoznawstwo – KUL w Lublinie.

Znajomość języków: łaciński (dobra), grecki (dobra), egipski hieroglificzny (dobra), koptyjski (zaawansowana), hebrajski biblijny (podstawowa), włoski (zaawansowana), francuski (zaawansowana), angielski (dobra), arabski literacki (zaawansowana) i dialekt palestyński (podstawowa), hebrajski współczesny (podstawowa).

Cyfrowy odwyk

Jacek Szast

Jeden z najbardziej znanych psychoterapeutów w Lublinie i Polsce. Zna się na rzeczy. Rok temu dostał huragan braw. Na specjalne życzenie publiczności rozmowa z Jackiem Szastem na bis. Zależność od mediów społecznościowych jest nałogiem. W ciężkich przypadkach potrzebny jest odwyk.

45 minut psychoterapii z Szastem to bezcenna sprawa. Weź się wyłącz! Potrafi mówić mocno. Wali prawdą po oczach. Prawda boli.

Dr Larry Rossen w książce „iDisorder: Understanding Our Obsession with Technology and Overcoming Its Hold on Us” podsumowuje wyniki badań na temat wpływu postępującej cyfryzacji współczesnego świata. Wnioski niepokoją. Ciągłe używanie nowinek technologicznych może przeprogramować ludzki mózg, który nie będzie on w stanie zapamiętać prostych faktów. Mózg uwierzył, że są one w zasięgu klawiatury i wyszukiwarki Google.

Inspiracje od Szasta

Polacy są bardziej narażeni na zgubne działanie stresu niż mieszkańcy innych krajów Europy czy świata. Naszą polską specjalnością jest czarnowidztwo. Przeczytaj poniższe punkty i wykreśl je z swojego umysłu, emocji i uczu
:
jesteśmy skażeni czarnowidztwem.
jako nieoprawni romantycy wciąż cierpieliśmy ponad miarę
w czasach PRL nie wypadało przyznawać się do powodzenia czy sukcesu
jeśli wówczas przypadło nasze dzieciństwo, to wciąż wierzymy, że skoro to co spotkało rodziców i nas było bolesne i przykre, to nic lepszego nas w życiu nie spotka
podświadomie oczekujemy tego samego
boimy się rozczarowań i na zapas myślimy źle
wierzymy, że skoro w życiu nie otrzymywaliśmy i nie otrzymujemy miłości, to taki już nasz los, żeby otrzymywać kopniaki.

Na nic zmiana diety, jeśli nie nauczysz się panować nad stresem. Ponieważ długotrwały stres prowadzi do trwałego podwyższenia ciśnienia krwi. Stresu w pracy nie unikniesz, więc musisz nauczyć się nad nim panowa
. – Znajdź sobie ustronne miejsce. Lub wyjdź na kilkuminutowy spacer. Skoncentruj się na okolicach swoje serca. Oddychaj głęboko i miarowo. Wyobraź sobie, że wyrzucasz z siebie negatywne emocje. Mija złość. Chodzi o to, żeby z pogodą przyjmowac to, co niesie życie.

Mam wielki szacunek do wschodnich systemów filozoficznych. I medycyny tradycyjnej opartej o te systemy. Na przykład do medycyny tybetańskiej. Nauczanie medycyny w klasztorach stało na wysokim poziomie. Wiedza lamów była bardzo ceniona. Oni sami posiadali wiele naturalnych sposobów na regenerowanie sił starych ludzi.
Medycyna Wschodu nie dzieli ciała ludzkiego na poszczególne organy. Unika chemii. Traktuje człowieka całościowo. Próbuje go zrozumie
. Choroba jest utratą harmonii. Lekarz robi wszystko, żeby harmonię przywróci
. Nic dziwnego, że coraz więcej ludzi na świecie wybiera medycynę naturalną. A w najlepszych europejskich klinikach są oddziały, gdzie leczy się wyłącznie naturalnymi metodami.

Jacek Szast

Psychoterapeuta z Centrum Pomocy Psychologicznej w Lublinie

Ukończył psychologię na UMCS w Lublinie ze specjalizacją kliniczną. Ma ponad 30 lat doświadczenia w pracy psychoterapeutycznej. Współzałożyciel CPPIP. W latach 90- tych był kierownikiem Ośrodka Higieny Psychicznej przy PSZOZ w Lublinie.  Przez wszystkie lata pracy zawodowej wzbogaca swoją wiedzę w zakresie diagnozy i różnych koncepcji pracy terapeutycznej i uczestnicząc w wielu warsztatach i szkoleniach. Uczył się m.in w Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie, w Instytucie Ericksonowskim w Łodzi, ukończył kurs terapii Hellingerowskiej dotyczący ustawień rodzinnych i organizacyjnych. W swojej praktyce terapeutycznej korzysta z różnych koncepcji teoretycznych m in. Gestalt, ustawień systemowych wg. B.Hellingera, bioenergetyki A.Lowena. Jeżeli chodzi o diagnozę kliniczną  to najbliższa jest mu koncepcja psychodynamiczną. Jeżeli chodzi zaś o koncepcję pracy z człowiekiem nad jego problemami to w ostatnich latach najbliższa jest mu koncepcja pracy w nurcie psychologii humanistycznej i poznawczej. Pracuje z osobami dorosłymi, prowadzi terapię indywidualną , grupy terapeutyczne i weekendowe warsztaty tematyczne.

Praca i etos

ks. Grzegorz Brudny

Jest skromny. Skupiony. Uważny. Będziemy rozmawiać o protestanckim etosie pracy. O poświęceniu. O umiejętności rezygnacji. Także z mediów społecznościowych.

Europejski zespół naukowców pracujących pod kierunkiem Uniwersytetu w Warwick w Wlk. Brytanii stwierdził, że “protestancki etos pracy” który wyłonił się w XIX w. mógł pomóc w większym napędzaniu gospodarek Europy Północnej.

Praca i rezygnacja

Ciężka praca, która jest czynnością na chwałę Boga,
Dążenie do nieustannego powiększania majątku (kapitału), czyli moralny nakaz dążenia do bogactwa,
Majątek (bogactwo) nie powinny być konsumowane – ascetyczny styl życia i związana z nim Redukcja wydatków pieniężnych do niezbędnego minimum,
Zachowania ułatwiające zaufanie w kontaktach gospodarczych, takich jak: pracowitość, rzetelność, dotrzymywanie zobowiązań, uczciwość w transakcjach handlowych.

Ks. Grzegorz Brudny

Jestem proboszczem-administratorem Parafii Ewangelicko-Augsburskiej św. Trójcy w Lublinie. Moje hobby to gra na gitarze elektrycznej, sporty zespołowe. Lublin jest pięknym zielonym miastem. Jego architektura wiele zawdzięcza ewangelikom-przemysłowcom mieszkającym tu w XX wieku i budującym zakłady przemysłowe, kamienice, szpitale, szkoły. To ma dla mnie znaczenie, że ewangelicy odcisnęli w Lublinie swoje dobre i pozytywne piętno.

Detoks i natura

Agnieszka Litwińczuk, Barbara Chwesiuk

Detoks z naturą z dwóch punktów widzenia. Z perspektywy specjalisty farmakognozji i z perspektywy biznesu. Dwie bohaterki, dwie osobowości, jak dysputa dwóch ambon.

Agnieszka Litwińczuk pracuje na Uniwersytecie Medycznym. Jej królestwo to Katedra i Zakład Farmakognozji z Pracownią Roślin Leczniczych. Bada związki lecznicze zawarte w ziołach. Będziemy rozmawia, jak zioła wyciszają. Czy zwiększają koncentrację i uważność.

Zacznijmy od melisy. To roślina o właściwościach uspokajających, stosowana w wyczerpaniu nerwowym i bezsenności. Melisa ma bardzo bogaty skład polifenolowy. Po pierwsze: melisa wspomoże nam trawienie. Po drugie: działa na wirusa opryszczki. Nie są nam potrzebne żadne preparaty, wystarczy zaparzyć sobie herbatkę z dwóch torebek melisy w pół szklanki wody i przykładać na chore miejsce – mówi Agnieszka od ziół.

Barbara Chwesiuk jest projektantką mody, dyrektorem zarządzającym firmy Bielcon, właścicielką Pałacu w Cieleśnicy, który uratowała do zagłady. To tam znajduje czas i miejsce na medytację. Jest organizatorem Święta Ziół w Pratulinie i Cieleśnicy. W planach otwarcie w Cieleśnicy warsztatów „Cyfrowy detoks”.

Dr hab. n. farm. Agnieszka Ludwiczuk

Adiunkt w Katedrze i Zakładzie Farmakognozji z Pracownią Roślin Leczniczych UM w Lublinie. Absolwentka chemii UMCS w Lublinie. Specjalność: farmakognozja, analiza fitochemiczna. Zajmuje się badaniem składu chemicznego ziół oraz badaniem aktywności biologicznej ziół i ich składników. Pasjonuje się wątrobowcami, jedną z najmniej znanych grup roślin z gromady mszaków

Barbara Chwesiuk

Projektuje stroje wizytowe, biurowe i ubrania na co dzień. Jej ubrania noszą kobiety z całej Polski. Przez 25 lat Bialcon z małej rodzinnej firmy stał się przedsiębiorstwem, zatrudniającym ponad 300 pracowników. Firma ma ponad 70 salonów firmowych w kraju i przychody na poziomie 30 mln zł. Twórcą firmy, jej prezesem i główną projektantką jest Barbara Chwesiuk.

Gra o Męce



Kaja Mianowana

Gwiazda Festiwalu

Dźwięk

Slow, love, slow

Natalia 

Wielkie piosenki zespołu Nightwish zaśpiewa Natalia. Drobna, piękna, o cudownym, mocnym głosie. Te piosenki są przystanią w sztormie gorszych dni – mówi artystka. Zaśpiewa kolejno: Slow, love, slow, Turn Loose The Mermaids, The Crow, The Owl and The Dove. Tytuł recitalu idealnie odzwierciedla wartości Post Festiwalu.

Slow To pięć przykazań: Zwolnij, Dbaj o jakość relacji z innymi ludźmi, Poświęć więcej uwagi swojej duchowości, Żyj bardziej świadomie, Określ własne priorytety.

Slow, love, slow

Come and share
This painting with me
Unveiling of me
The magician that never failed
This deep sigh
Cover all my chest
Intoxicated by a major chord
I wonder do I love you?
Or the though of you?
Slow, love, slow
Only the weak
Are not lonely
Southern blue
Morning dew
Let down your guards
I love you’s
Ice cream castles
Lips to ear rhymes
A slumber deeper than time
Slow, love, slow
Only the weak
Are not lonely
Slow, slow, love, slow
Slow, slow, slow, slow.
(Nightwish)

Żyj bardziej świadomie, smakuj każdą chwilę, celebruj życie, zwolnij, smakuj radość chwili wszystkimi zmysłami – mówi Natlia

Natalia Majczak Czy nie najtrudniej pisze się o samym sobie? Studiuję, interesuję się mass mediami. Kiedy znalezione informacje bądź po prostu codzienność mnie przytłacza, dobrym oderwaniem jest muzyka. Dobre brzmienie, ciekawy tekst i chwila oddechu.Nightwish spełnia warunki. Chociaż nie jest to obiektywna ocena przez wzgląd na sentyment. To pierwszy zespół, którym byłam zafascynowana na tyle, że oglądałam całymi dniami koncerty.

Starsze piosenki Nightwish mają to “Coś”, są przystanią w sztormie gorszych dni, a śpiewając je czuję się po prostu dobrze. Cześć. Jestem Natalia.

Chciałbym mieć anioła/ Na jedną chwilę miłości/ Chciałbym mieć twojego anioła,/ Twoją niedoszłą Maryję Dziewicę – śpiewa Tarja Turunen (sopran liryczny)

Nightwish

Fńska grupa założona w 1996 roku. Styl grupy wyróżniał żeński wokal w postaci operowego głosu Tarji Turunen (sześć pierwszych albumów), a następnie Anette Olzon (albumy siódmy i ósmy). Od 2013 wokalistką zespołu jest Holenderka Floor Jansen, która nagrywa albumy grupy począwszy od dziewiątego.

Muzyka grupy składa się z połączenia gitarowych riffów z orkiestracjami. Początkowo tworzonymi za pomocą instrumentów klawiszowych, od albumu Century Child (2002) przez orkiestrę symfoniczną. Od wielu lat integralnym elementem w stylu zespołu są także różnorodne chóry oraz okazjonalnie instrumentarium folkowe. Lider grupy, Tuomas Holopainen, określa gatunek zespołu jako metal symfoniczny. Jest on też autorem większości poetyckich tekstów i kompozycji.

(Wikipedia)

 

Honorowy patronat Slow Food Polska nad Post Festiwalem

Idea Slow to sprzeciw przeciw zapędzeniu współczesnego świata. Uczestniczą w nim nie tylko żywieniowcy, ale też politycy, dziennikarze, naukowcy i publicyści. Symbolem ruchu Slow jest ślimak – istota powolna, zupełnie niepasująca do współczesnego świata. Slow Food Polska reprezentuje dr Jacek Szklarek, prezes i założyciel polskiego Slow Foodu i jego przewodniczący w Europie Środkowej. Filozof, teolog i doktor komunikacji społecznej. Pracował na McLuhan Centre in Culture and Technology w Toronto oraz Uniwersytecie Jagiellońskim.  Siedem lat studiował dziennikarstwo we Włoszech, gdzie po raz pierwszy zetknął się z ruchem Slow Food. Międzynarodowy juror olejów i oliwy. Znawca włoskich win i serów owczych z całego świata. Ma siedmioosobową rodzinę i mieszka pod Ojcowem w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej.

Płaczcie Anieli

Paweł Warowny & Zespół Śpiewaczy Kawęczyn

Zespół Śpiewaczy Kawęczyn to fenomen, objawienie sceny polskiej muzyki tradycyjnej. Szturmem podbija serca publiczności oraz jurorów. Jest to zespół pokoleniowy, gdzie na jednej scenie występują mamy z córkami. Są kontynuatorkami bogatych tradycja śpiewaczych swojej miejscowości, do niedawna jeszcze żywych.

Na czele zespołu stoi charyzmatyczny śpiewak Paweł Warowny. Folklorysta, Kulturoznawca, regionalista, instruktor tańca ludowego. Pasjonat tradycyjnej kultury swojego regionu. Zrekonstruował rycki strój ludowy. Człowiek Maszyna.

Zespół powstał w 2016 roku przy Stowarzyszeniu Rozwoju Wsi Kawęczyn, a jego
instruktorem od początku jest Paweł Warowny. Swój repertuar zespół buduje spotykając się z
najstarszymi mieszkańcami Kawęczyna oraz wykorzystując wiedzę instruktora.
Zespół reprezentuje swoją miejscowość oraz gminę Kłoczew na wielu przeglądach, festiwalach i
konkursach. W 2018 roku Zespół Śpiewaczy Kawęczyn zdobył wiele znaczących nagród. Do najważniejszych można zaliczy
:
1. miejsce na 52. Ogólnopolskim Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu nad Wisłą, po
wygranych na Wszystkich etapach eliminacji.
1. miejsce na Turnieju Muzyków Prawdziwych w Szczecinie.
3. miejsce na Ogólnopolskim Przeglądzie Kolęd i Grup Kolędniczych w Lublinie
Wyróżnienie na Ogólnopolskim Przeglądzie Kolęd w Puławach.
3. miejsce na Przeglądzie Pieśni Pasyjnych na Świętym Krzyżu.
W roku 2019 do tych nagród dołączyły także nagrody za kolędy:
1. miejsce na Ogólnopolskim Przeglądzie Kolęd i Grup Kolędniczych w Lublinie
2. miejsce na Ogólnopolskim Przeglądzie Kolęd w Puławach
Zespół współpracuje również z parafią rzymskokatolicką w Kłoczewie uczestnicząc, np. w obchodach
dnia św. Cecylii, adoracjach wielkopiątkowych i innych wydarzeniach.

Podczas koncertu wykonawcy zaprezentują tradycyjne pieśni wielkopostne ze swojego regionu
koncert pt. “Płaczcie anieli”

Hagiografia

Lidia Anna Biały

Rok temu zaśpiewała Pieśń o Dorocie. Publiczność nie kryła zachwytu. Teraz zaśpiewa kilka pieśni hagiograficznych. Niezwykła uroda, mocny głos i talent gry na wielu instrumentach. Od suki biłgorajskiej, przez skrzypce po sarangi – instrument strunowy pochodzenia arabskiego.

Skupienie, pokora, śpiew białym głosem. Na koncercie w ubiegłym roku ktoś szepnął: Kosmos. Potwierdzamy. Kosmos.

Lidia Anna Biały

Etnomuzykolog, multiinstrumentalistka (skrzypce, suka biłgorajska, sarangi, kemanche, gadułka). Doktorantka w Katedrze Etnomuzykologii i Hymnologii KUL. W zakres jej zainteresowań badawczych wchodzą: kultury muzyczne świata, zwłaszcza Iran i Indie, ludowe techniki gry skrzypcowej w Polsce oraz techniki śpiewu tradycyjnego, a także hagiografia w muzyce tradycyjnej.

Wielokrotnie nagradzana czołowymi miejscami na festiwalach muzyki tradycyjnej (np FKiŚL w Kazimierzu czy Sabałowe Bajania w Bukowinie Tatrzańskiej).

Koncertuje w Polsce i za granicą. Prezentowała się na Antenie TVP czy Polskiego Radia. Jest jednym z artystów biorących udział w nagraniu ścieżki dźwiękowej do spektakli teatralnych czy dzieł filmowych nagradzanych na światowych festiwalach, m.in „Zimna Wojna” w reż. Pawła Pawlikowskiego. Autorka krótkometrażowych filmów dokumentalnych dotyczących polskiej muzyki tradycyjnej.

Pieśni krwi

Paweł Grochocki

Na koncercie usłyszymy utwory z najnowszej płyty „Minimal Blood”. Projekt „Minimal Blood” (Pieśni krwi) wyrósł z fascynacji tradycyjnymi polskimi balladami i pieśniami dziadowskimi, opowiadającymi o losach i zbrodniach kobiet.

Hipnotyzujący, narracyjny charakter pieśni został wzmocniony poprzez sięgnięcie w warstwie instrumentalnej do stylistyki minimalistycznej. Minimalizm, operujący krótkimi, nakładającymi się na siebie, wielokrotnie powtarzanymi motywami jest oryginalną ramą dla tych mantrowych w charakterze i niekiedy mrocznych a zwykle tragicznych opowieści.

Paweł Grochocki

Zajmuje się stylem śpiewu męskiego i folklorem religijnym, obrzędami i pieśniami pogrzebowymi. Uczy się od wiejskich śpiewaków, prowadzi badania terenowe i warsztaty śpiewu. W 2017 roku jako duet Grochocki_Odorowicz zdobył Grand Prix XX Festiwalu Polskiego Radia „Nowa Tradycja”.

Sepia

Monika Kowalczyk

Myślałam sobie, że gdybym w tragicznym wypadku miała stracić wzrok lub słuch, wolałabym stracić wzrok, by móc słyszeć i czuć muzykę. To dla mnie przestrzeń ludzkiej wrażliwości i emocji. Nie jestem teoretykiem muzyki, nie potrafię pojmować jej umysłem. Muzyka jest też przestrzenią nieogarniętą, tajemniczą i to jest bardzo pociągające.

Monika Kowalczyk

Urodzona w Lublinie songwriterka, wokalistka, autorka tekstów, aktorka. Laureatka m.in. Grechuta Festival. 24.04.2017r. premierę miała jej debiutancka płyta (EP), którą artystka wydała własnym sumptem z pomocą znajomych i rodziny. Koncertuje w całej Polsce (do tej pory wielokrotnie w Lublinie oraz m.in. w Łodzi, Warszawie, Gdyni).

Sepia

Patrzysz na stare zdjęcia
szukasz w swojej pamięci
tego co zdaje się nieprawdziwe
oglądasz też stare filmy
wszystko na nich tak inne,
że aż zdaje się już niemożliwe
karmisz swoje wspomnienia
z dziecięcych lat
nie uwierzysz, że tak prosty mógł być wtedy Twój świat
patrzysz na stare zdjęcia
jak dobrze było w objęciach
tego kogo Ci dawno zabrał czas

Było lepiej kiedyś tam,
a może i będzie jeszcze lepiej nam
i tylko się mała tworzy rysa
pada cień, pada cień,
że najgorszy często staje się dzisiejszy dzień

Patrzysz na stare zdjęcia
zastygłe jak kamień ujęcia
każą Ci patrzeć w przeszłości twarz,
co widzisz tam?
czyste serca i myśli
by dobre pragnienia ziści

uśmiech szczery i maniery, kto to zabrał nam?

Było lepiej kiedyś tam,
a może i będzie jeszcze lepiej nam
i tylko się mała tworzy rysa
pada cień, pada cień,
że najgorszy często staje się dzisiejszy dzień

Co było, nie wróci się już
cho
byś bardzo chciał,
a dzisiaj jest jedynie tym, co naprawdę masz i będziesz miał

Co było, nie wróci się już
cho
byś bardzo chciał,
a dzisiaj jest jedynie tym, co naprawdę masz

Było lepiej kiedyś tam,
a może i będzie jeszcze lepiej nam
i tylko się mała tworzy rysa
pada cień, pada cień,
że najgorszy często staje się dzisiejszy dzień

Pieśni lasu

UrKa Wonsowska

Zakochanie to piękny stan – motyle w brzuchu, lukier i miód, wszystko zachwyca, wszystko jest nowe i chce się chcie. My jednakowoż życzymy Wam Miłości – żeby Wam do kochanych osób nie zarosła ścieżka, żeby Wam się chciało ją na nowo wydeptywać każdego dnia. A jeśli zauważycie wielkie chaszcze, które się wzięły nie wiadomo skąd – łapcie za narzędzia i nie wahajcie się przedzierać przez gąszcz do tych, których kochacie. …

bo Miłość nie jest nam dana raz na zawsze… Dobrego Dnia!

Nadszedł czas! Niech sobie "Stare Kobiety" płyną po morzach i oceanach internetu 🛶 Słowa, muzyka i głos ludzki – UrKa Wonsowska, wszelkie inne odgłosy oraz aranż – Michał Iwanek. Z tego miejsca, w którym jestem (czyli z szarej sofy na ulicy Konwaliowej) chciałabym bardzo serdecznie podziękować Michałowi za czas, inspirację i wrażliwość, studio nagrań oraz za zrobienie dziury w ścianie. Polecam słuchać na słuchawkach : )I wiecie to na pewno – ale Wons powiedział, żeby zachęcić – można udostępniać, polubiać, słuchać, nucić, włączać i wyłączać.Aha! Foto – Piotr Chlipalski (bardzo dawno temu, za górami, za lasami ; )

Opublikowany przez UrKa Wonsowska Czwartek, 6 grudnia 2018

Fascynuje ją głos ludzki w każdej postaci: stałej, ciekłej i lotnej

UrKa

Lubelska wokalistka, autorka tekstów, współzałożycielka trzyosobowej grupy artystycznej Kobiety Których Nie Ma. Nie nazywa siebie kompozytorką. Jest raczej “łapaczką melodii”, które ją nawiedzają w najmniej oczekiwanych momentach. Fascynuje ją głos ludzki w każdej postaci: stałej, ciekłej i lotnej. Swoich słuchaczy zabiera w podróż, ale jak sama mówi – brak jej orientacji w terenie. I może dlatego dociera do miejsc dawno zapomnianych.

Obecnie pracuje nad swoją pierwszą płytą “Pieśń lasu”, która ukaże się w maju b.r. W tych działaniach wspiera ją pianista i aranżer Michał Iwanek. Podczas koncertu wykona przedpremierowo kilka utworów.

Projekt Kobiety, Których Nie Ma

Byłyśmy na życiowych zakrętach…Kiedy w październikowy wieczór 2017 roku spotkałyśmy się w pewnej lubelskiej czytelnio-kawiarni. Każda z nas potrzebowała zmiany; wszystkie wiedziałyśmy, że chcemy zrobić coś razem. My, czyli…

Właścicielka Butów (Marzena Lamch-Łoniewska) – obsesyjna kolekcjonerka szali, w związku z czym często jest w… szale (powiedzmy, że bywa on twórczy). Amerykańscy naukowcy stwierdzili, że najpierw był jej wybuch śmiechu, a dopiero potem Wielki Wybuch.
Jej mocne strony: dystans i abstrakcyjne poczucie humoru.
Jej słabe strony: dystans i abstrakcyjne poczucie humoru.

Posiadaczka Skarpet (Justyna Kociuba) – ma skarpety na każdą zmianę (pierwszą, drugą i trzecią, a nawet na zmianę pogody). Bez niej Kobiety Których Nie Ma zginęłyby z głodu – jest jedyną osobą, która w twórczym szale pamięta o tym, że czasem trzeba coś zjeść. Lubi wszystko przestawia, dlatego bierze udział w tym przestawieniu. I nic na siłę.

Miłośniczka Bosych Stóp (Urszula Kasprzak-Wąsowska) – maniakalnie kupuje lakiery do paznokci. Nie musi ich potem używać – ważne, że ma. W zespole pełni funkcję Kronikarki – Literatki (takiej małej szklanki). Imponują jej osoby wyższe od niej – czyli coś koło 93,5% osobników dorosłych. Koleżanki cenią w niej bardzo wiele rzeczy (Posiadaczka Skarpet nie potrafi tego nazwa, a Właścicielka Butów nie pamięta).

Na tamtym spotkaniu pojawił się pomysł, który po niedługim czasie przybrał realny kształt – spektaklu, opartego na piosenkach Agnieszki Osieckiej; spektaklu, będącego podróżą do wnętrza kobiety, do jej głowy i serca… Jedna z piosenek stała się dla nas szczególnie ważna – od niej wziął się tytuł przedstawienia i jednocześnie nasza nazwa. Tak powstałyśmy – Kobiety Których Nie Ma.

Teatr

Ostatnia Wieczerza

Ostatnia Wieczerza

Kolacja z Leonardo Da Vinci

To wydarzenie bez precedensu. I kolejny spektakl kulinarny w Jem Teatrze. Po premierze „Scen Weselnych” według Wyspiańskiego z udziałem Doroty Wyspiańskiej, córki Śpiącego Stasia i wnuczki Wyspiańskiego zapraszamy na kulinarną rekonstrukcję Ostatniej Wieczerzy.

To że Leonardo Da Vinci był twórcą największych dzieł sztuki. Ale także organizował wspaniałe  widowiska kulinarno-teatralne w swojej epoce. Kolejne wydarzenie kulinarno - teatralne Jem Teatru w restauracji 2 PI ER dedykujemy Mistrzowi Leonardo.

Podczas niezwykłego wieczoru zobaczymy film „Lament 7”, który zdobył nagrodę w Cannes. Jego bohaterem jest Jan Kochanowski.

- Na mię płacz gościnnym prawem przyszedł. Kochanowski zasłabł, tknięty apopleksją. Śmierć przyszła później. Kiedy i gdzie? Nie dość jasne są, zarówno data, jak i okoliczności śmierci poety. Podobno zasłabł na zamku, a zmarł później, przeniesiony na gościnną kwaterę u Macieja Oczki, przyjaciela poety, w kamienicy przy Rynku 2. Sąsiadowała ona z kamienicą Sebastiana Klonowica, poety i burmistrza. Potwierdził to sam Klonowic w swoich, w rocznicę śmierci Kochanowskiego wydanych "Żalach nagrobnych na ślachetnie urodzonego i znacznie uczonego męża, nieboszczyka Jana Kochanowskiego” pisząc: "na mię płacz gościnnym prawem przyszedł bo tu jaśnie Zacny poeta gaśnie w mojej sąsiedzkiej osadzie w ten zjazd zawołany między zacnymi pany” (Marta Denys).

Czaszka uważana przez ponad 200 lat za szczątki Jana Kochanowskiego należała do kobiety, prawdopodobnie żony poety. Sensacyjnego odkrycia dokonali krakowscy specjaliści z Instytutu Ekspertyz Sądowych...

Film, w którym zagrał także Lublin, dostał nagrodę Złotego Delfina na Cannes Corporate Media and TV Awards. To jeden z największych na świecie festiwali, na którym najlepsze filmy, dokumenty i produkcje telewizyjne zdobywają nagrody Złotego, Srebrnego i Czarnego Delfina w poszczególnych kategoriach „Lament VII” nagrodzono Złotym Delfinem w kategorii „Styl życia, sztuka, muzyka i kultura”.

W rozmowie z Arturem Kocięckim, który zagrał Jana Kochanowskiego, przywołamy historię wypadku aktora, śmierci klinicznej i zwycięstwa nad śmiercią, opisanej w książce „Przebudzenie". Czyli ludzkiego Zmartwychwstania.

Artur Kocięcki, aktor lubelskiego Teatru im. Juliusza Osterwy był zwyczajnym człowiekiem do dnia 14 lipca 2002 roku. Do momentu, gdy w drodze powrotnej z Warszawy do Lublina uległ wypadkowi samochodowemu. Było to tak zwane czołowe zderzenie. Osoba, która je spowodowała, zginęła na miejscu, zaś zarówno auto, jak i sam Artur ulegli roztrzaskaniu. Jego nieprzytomne, rozbite ciało, niby wrak samochodu, znalazło się w „zakładzie naprawczym”. Prof. Jadwiga Mizińska

„Przebudzenia” to opowieść o powrocie do życia człowieka, który uległ ciężkiemu wypadkowi samochodowemu. Rzecz nie jest typową relacją, to raczej autowyznanie podmiotu narracji pragnącego za wszelką cenę żyć i wrócić do normalności. Zwraca uwagę piękny literacki język – niemal poetycka mowa obrazami. Momentami jest to wręcz zapis halucynogennego stanu w śpiączce i wybudzaniu do życia. Dominuje tu głęboka wiara w piękno i sens życia. Dotknięty nieszczęściem bohater poddaje się zabiegom medycznym, ale też ujawnia ogromną wolę życia. Akcentuje wiarę w jedność z naturą, która w swojej urodzie nie tylko jest urzekająco piękna, ale i bywa nie do zniszczenia – czyni cuda odnowy. W taki cud natury powracającej nieustannie do życia wierzy bohater i doświadcza cudu. Waldemar Michalski

 

Lidia Biały. Bywa Rusałką, zagra dla Was na sarangi...

Lidia Anna Biały i koncert  „Sarangi śpiew” to kolejny punkt wieczoru. Sarangi to instrument strunowy. Składa się z 3 strun głównych, wykonanych z kozich jelit, oraz kilkunastu (do kilkudziesięciu) stalowych strun burdonowych. Sarangi są znane a całym obszarze Indii, Nepalu i Pakistanu.  Jest to instrument wykorzystywany głównie w muzyce klasycznej, a także do akompaniamentu tablistom podczas ich solowych występów, bądź aktorom podczas przedstawień tanecznych. Przygotujcie się  na muzyczną ucztę.

 

Na sarangi gra się małym smyczkiem. Ze względu na to, że sarangi nie posiadają progów, a na podstrunnicy umieszczone są struny burdonowe, stosuje się tzw. technikę paznokciową, wykorzystując skrócenie strun przy przesuwaniu paznokciem lewej ręki wzdłuż strun

Lidia Anna Biały

Prymistka i założycielka kapeli Biała muzyka, laureatka wielu nagród międzynarodowych, ogólnopolskich i regionalnych w dziedzinie muzyki tradycyjnej. W jej skośnych oczach odbija się dom dziadków postawiony wedle legendy w centrum tatarskiej wsi. Wspina się po górach, łowi ryby, gra na czarnej suce i kilku niezwykłych instrumentach z duszą. Dowód na to, że instrumenty mają duszę? Niezwykła historia odnalezienia fideli płockiej. Wydobytej z ziemi podczas badań archeologicznych. Po oczyszczeniu, powieszono instrument, podczas kręcenia dokumentalnego filmu, z otworu rezonansowego fideli wyleciał młody motyl. Przysiadł na chwilę na krawędzi instrumentu i odleciał. Co za niezwykły znak.

Etnomuzykolog, multiinstrumentalistka (skrzypce, suka biłgorajska, sarangi, kemanche, gadułka). Doktorantka w Katedrze Etnomuzykologii i Hymnologii KUL. W zakres jej zainteresowań badawczych wchodzą: kultury muzyczne świata, zwłaszcza Iran i Indie, ludowe techniki gry skrzypcowej w Polsce oraz techniki śpiewu tradycyjnego, a także hagiografia w muzyce tradycyjnej.

Wielokrotnie nagradzana czołowymi miejscami na festiwalach muzyki tradycyjnej (np FKiŚL w Kazimierzu czy Sabałowe Bajania w Bukowinie Tatrzańskiej).

Koncertuje w Polsce i za granicą. Prezentowała się na Antenie TVP czy Polskiego Radia. Jest jednym z artystów biorących udział w nagraniu ścieżki dźwiękowej do spektakli teatralnych czy dzieł filmowych nagradzanych na światowych festiwalach, m.in „Zimna Wojna” w reż. Pawła Pawlikowskiego. Autorka krótkometrażowych filmów dokumentalnych dotyczących polskiej muzyki tradycyjnej.

Przyrządzi Rybę z Ostatniej Wieczerzy

Na finał Jakub Piętowski, szef kuchni restauracji 2 PI ER, gdzie w pięknej, scenicznej przestrzeni ostatniego piętra Lubelskiego Centrum Konferencyjnego widać trzy strony świata w konsultacji z historykami i biblistami odtworzy dania, Leonardo da Vinci umieścił na malowidle ściennym w refektarzu klasztoru Dominikanów przy bazylice Santa Maria delle Grazie w Mediolanie przedstawiającym Ostatnią Wieczerzę

Chef Kuba Piętowski

Młody, żarliwy, wizjoner w kuchni. Zakochany w potrawach historycznych, które z pasją odtwarza i interpretuje. Jak trzeba, to sprowadzi świeże trufle. A ponieważ trzeba, bo Leonardo da Vinci trufle lubił, to sprowadził na "Ostatnią Wieczerzę". Zachowały się źródła które zaświadczają, że ulubioną zupą genialnego Artysty była Minestrone toscano - zupa z regionu, w którym leży Florencja (miasto młodości mistrza Leonardo). Postępując zgodnie ze starą recepturą, zupę należy podawać z opieczonym chlebem i oliwą z oliwek, w której moczymy chleb. Jest więcej niż pewne, że taką zupę jadł podczas studiów we Włoszech Jan Kochanowski, także bohater wieczoru.

O Przebudzeniu przeczytacie w pięknym eseju prof. Jadwigi Mizińskiej: „Krótki traktat o Umieraniu” czyli ruchome drzwi między Życiem a Śmiercią.

 

Artur Kocięcki o filmie

Kochanowski z Lamentem o śmierci wpisuje się w pana historię?

Tak. A przechodząc do filmu, który dostał nagrodę w Cannes, Damian Bieniek wpadł na pomysł, żeby przenieść Jana Kochanowskiego w przedwojenny czas.

A więc poeta wraca do miasta, gdzie zmarł, gdzie ciało z jego trumną przez kilkanaście dni czekało w klasztorze Dominikanów, gdzie grzebano go podobno w kościele św. Michała, i tam ciało miało spoczywać rok, aż żona zabrała je do Zwolenia?

Dokładnie tak. Adagio Albinoniego, które wchodzi w filmie, także opowiada historię Jana z Czarnolasu. Historię, która płynie.

Historię wędrówki doczesnej i tej po śmierci?

Tak. Ja też odbyłem w śpiączce wędrówkę na tamtą stronę. Tyle, że Los dał mi wróci.

Artur Kocięcki

Urodzony 26 maja 1960 roku, zadebiutował na scenie w 1983 roku. W 1985 ukończył Studio Aktorskie przy Teatrze Wybrzeże w Gdańsku. Występował w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku, Teatrze Polskim w Poznaniu, Teatrze Rozrywki w Chorzowie. Od 1992 roku aktor Teatru im. J. Osterwy w Lublinie.

Gra o Męce

Gra o Męce

To unikatowa figura Chrystusa Misteryjnego z ruchomymi ramionami, co pozwalało w trakcie misteriów zdjąć ją z krzyża i umieścić w grobie - odkryta w kościele w Mszczonowie. Kopię, widoczną na fotografii, wykonała na potrzeby inscenizacji "Gra o Męce" Małgorzata Sulisz

Postne Inspiracje

motto:

Ach te muchi,
Ach te muchi,
Wykonują dziwne ruchi,
Tańczą razem z nami,
Tak jak pan i pani
Na brzegu otchłani.

Otchłań nie ma nogi,
Nie ma też ogona,
Leży obok drogi
Na wznak odwrócona.

Ej muszki panie,
Muszki panowie
Nikt się już o was
Nigdy nie dowie,
Użyjcie sobie.

Na krowim łajnie
Albo na powidle
Odprawcie swoje figle,
Odprawcie figle.

Otchłań nie je, nie pije
I nie daje mleka.
Co robi? Czeka.

(Na cześć księdza Baki, Czesław Miłosz)

 

Średniowieczne dramatyzacje liturgiczne pięknie wpisały się w tradycję postu i polski teatr. Wystarczy przypomnieć Ludus Passionis czyli Gra o Męce Pańskiej w wykonaniu Warszawskiej Opery Kameralnej czy Ordo Passionis et Resurrectionis w kościele powizytkowskim w Lublinie wystawioną w konsultacji z Julianem Lewańskim w Teatrze Wyższego Seminarium Duchownego w Lublinie - mówi Waldemar Sulisz, który ułożył porządek spektaklu.

Partię Marii Magdaleny zaśpiewa Kaja Mianowana, solistka TM Roma ( główna rola w musicalu Upiór w Operze), gwiazda II edycji Post Festiwalu

"Ale był przecież ten teatr aktem uwielbienia, aktem smutku kalwaryjskiego i rezurek- cyjnej radości. Był serdecznym, ludzkim komentarzem do wykładu treści teologicznych. Był też zachwyceniem i zadumą poetycką. Zawierał jednocześnie (przedebwszystkim) ten przedziwny teatr ogromny zespół treści teologicznych i symbolicznych, mieszczących się także we współgraniu ze sobą przytoczonych cytatów psalmowych, ich muzycznego opracowania, ich adresowaniu do konkretnych postaci wykonujących właśnie obrzęd, którymi byli duchowni i ewentualnie uczniowie ze schola cantorum. Staraliśmy się więc przywołać po siedmiu wiekach dzieła i arcydzieła muzycznej i teatralnej sztuki, z grzeszną zuchwałością łącząc w jeden ciąg spektaklu fragmenty aż do pięciu obrzędów, odrywając je od właściwych godzin wielkich przeżyć religijnych. Niechże intencja wyrażenia właściwego szacunku dla anonimowych Twórców tych świetnych dzieł sztuki będzie naszym usprawiedliwieniem. (Julian Lewański)

To na pamiątkę tej ostatniej inscenizacji pokazujemy premierę Gry o Męce Pańskiej w bazylice Dominikanów. Partię Marii Magdaleny zaśpiewa Kaja Mianowana z TM. Roma. "Autor Rubrica Wratislaviensis" z końca XV w. kopiując dramatyczne oficjum Nawiedzenia Grobu przez trzy Maryje nazwał je nie Visitatio Sepulchri, ale „Ludus trium personarum" - a więc grą, spektaklem trzech person - tak dalece było dla niego jasne, że obrzęd uzupełniono teatrem" - tłumaczy prof. Julian Lewański. W tej grze teatralnej Kaja Mianowana odegra najważniejszą dla naszego widowiska rolę.

Kaja Mianowana

Urodziła się 19 lutego 1990 roku w Lublinie. Ukończyła Wydział Wokalno-Aktorski Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie, z przerwą na studia na Austriackim Uniwersytecie Muzycznym w Graz. Znane tytuły, w których brała udział, to np.: „Upiór w Operze”, gdzie zagrała jako 17latka, „Les Miserables”, „Koty”, „Love Story” i „Lamaila” Macieja Pawłowskiego, który specjalnie dla niej napisał utwory do swojego baletowego widowiska.

Obecnie można ją obejrzeć w roli Fleur de Lys w pop-operze „Notre Dame de Paris” w Teatrze Muzycznym w Gdyni, do którego została wybrana przez samego kompozytora Riccardo Cocciante oraz w superprodukcji Teatru Muzycznego ROMA „Piloci”. Jest zwyciężczynią Międzynarodowego Festiwalu Anny German w Moskwie. Jako reprezentantka Polski śpiewała podczas otwarcia prestiżowych Międzynarodowych Targów Technologicznych Hannover Messe w Niemczech.

Poza życiem teatralnym, współpracuje z kompozytorami muzyki filmowej, śpiewa dawne pieśni sefardyjskie oraz jest wokalistką zespołu MelluSya, z którym pracuje obecnie nad wydaniem debiutanckiej płyty. Kaja od dzieciństwa gra na różnych instrumentach, jej pasją są języki obce. Mówi po angielsku, niemiecku i rosyjsku.

Od dwóch lat uczy emisji głosu na kierunku: Musical na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie.

Zapraszam na Grę o Męce w bazylice Dominikanów, w Poniedziałek (drugi dzień świąt) 22 kwietnia 2019 o 21. Zaśpiewam partię Marii Magdaleny

Partię Matki Boskiej zaśpiewa Lidia Biały, doktorantka muzykologii KUL oraz studentka Akademii Muzycznej w Krakowie w klasie fideli kolanowych

"Synku miły i wybrany,
Rozdziel z matką swoją rany!
A wszakom cię, Synku miły, w swem sercu nosiła,
A takież tobie wiernie służyła,
Przemow k matce, bych się ucieszyła,
Bo już jidziesz ode mnie, moja nadzieja miła.

(Planctus, Lament Matki Boskiej pod krzyżem)

Lidia Anna Biały, doktorantka muzykologii KUL oraz studentka Akademii Muzycznej w Krakowie w klasie fideli kolanowych. Prymistka i założycielka kapeli Biała muzyka, laureatka wielu nagród międzynarodowych, ogólnopolskich i regionalnych w dziedzinie muzyki tradycyjnej. W jej skośnych oczach odbija się dom dziadków postawiony wedle legendy w centrum tatarskiej wsi. Wspina się po górach, łowi ryby, gra na czarnej suce i kilku niezwykłych instrumentach z duszą. Dowód na to, że instrumenty mają duszę? Niezwykła historia odnalezienia fideli płockiej. Wydobytej z ziemi podczas badań archeologicznych. Po oczyszczeniu, powieszono instrument, podczas kręcenia dokumentalnego filmu, z otworu rezonansowego fideli wyleciał młody motyl. Przysiadł na chwilę na krawędzi instrumentu i odleciał. Co za niezwykły znak.

"Zasię Jezus zaśpiewa do Marii:
Niewiasto, odpuszczone są tobie grzechy. Wiara twa zachowała cię. Idźże w pokoju.

Celebrans:
Módlmy się. Spraw, najłaskawszy Ojcze, aby Maria Magdalena, która kochając Pana naszego Jezusa Chrystusa nade wszystko otrzymała odpuszczenie grzechów, wybłagała nam Twoje miłosierdzie oraz wieczne szczęście, przez tegoż Chrystusa, Pana naszego. Amen".

Paweł Grochocki w projekcie „Minimal Blood” (Pieśni krwi), który wyrósł z fascynacji tradycyjnymi polskimi balladami i pieśniami dziadowskimi

Partię Jezusa zaśpiewa Paweł Grochocki. Paweł Grochocki, zajmuje się stylem śpiewu męskiego i folklorem religijnym, obrzędami i pieśniami pogrzebowymi. Uczy się od wiejskich śpiewaków, prowadzi badania terenowe i warsztaty śpiewu. W 2017 roku jako duet Grochocki_Odorowicz zdobył Grand Prix XX Festiwalu Polskiego Radia „Nowa Tradycja”. Jego projekt „Minimal Blood” (Pieśni krwi) wyrósł z fascynacji tradycyjnymi polskimi balladami i pieśniami dziadowskimi, opowiadającymi o losach i zbrodniach kobiet. Hipnotyzujący, narracyjny charakter pieśni został wzmocniony poprzez sięgnięcie w warstwie instrumentalnej do stylistyki minimalistycznej. Minimalizm, operujący krótkimi, nakładającymi się na siebie, wielokrotnie powtarzanymi motywami jest oryginalną ramą dla tych mantrowych w charakterze i niekiedy mrocznych a zwykle tragicznych opowieści.

Tycjan, Maria Magdalena

"Chór zaśpiewa:
Przystąpiła do stóp Jezusa grzeszna niewiasta Maria, i ucałowała je umyła łzami, i wytarła włosami, i namaściła olejkiem. Odpuszczono jej wiele, gdyż wiele umiłowała."

Partie chóralne zaśpiewa Męska Grupa Śpiewacza z Ryk pod dyrekcja charyzmatycznego Pawła Warownego. Grupa składa się z autentycznych ludowych śpiewaków z różnych miejscowości powiatu ryckiego, którzy do dnia dzisiejszego praktykują dawny sposób śpiewania i kultywują dawny repertuar. Grupa jest laureatem prestiżowego Turnieju Muzyków Prawdziwych w Szczecinie. W naturalny sposób źródłem ich wykonawstwa stały się tradycyjne pieśni ludowe z okolic Ryk.

Za kopię średniowiecznej rzeźby Chrystusa Misteryjnego, kostiumy, scenografię, światła odpowiada Małgorzata Sulisz, na co dzień kurator strefy sztuki na Europejskim Festiwalu Smaku

W spektaklu wystąpi także kopia gotyckiej rzeźby Chrystusa To unikatowa figura Chrystusa Misteryjnego z ruchomymi ramionami, co pozwalało w trakcie misteriów zdjąć ją z krzyża i umieścić w grobie - odkryta w kościele w Mszczonowie. Kopię, widoczną na fotografii, wykonała na potrzeby inscenizacji "Gra o Męce"  Małgorzata Sulisz, (kostiumy i dekoracje w Ordo Passionis et Resurrectionis, asystent słowackiego scenografa Vladimíra Čápa w spektaklu Dekameron, asystent Zofii de Inez w spektaklu „Plaisirs d`amour” Zofii Kalińskiej, która także odpowiada z scenografię kostiumy).

Za pomysł odpowiada Waldemar Sulisz, absolwent Gimnazjum im. Króla Władysława Jagiełły w Dębicy (skończyli je także Anna Augustynowicz, Tadeusz Łomnicki, Krzysztof Penderecki), studia magisterskie i doktoranckie na KUL pod kierunkiem prof. Ireny Sławińskiej. Uczeń prof. Władysława Panasa. Akustyk w Scenie Plastycznej Leszka Mądzika. Wraz z prof. Julianem Lewańskim i ks. prof. Ireneuszem Pawlakiem, który dyrygował Scholą Gregoriana z KUL  i Teatrem Seminarium Duchownego w Lublinie przygotował spektakl "Ordo Passionis et Resurrectionis", wystawiony  w kościele powizytkowskim. Założyciel Teatru Studyjnego, pierwszej impresaryjnej sceny w Lublinie. Spektakl "Plaisirs d’ amour" przygotowany przez Zofię Kalińską dostał główną nagrodę w Edynburgu. Z Krzysztofem Miklaszewskim film Ostatnia szansa Wielopola dla TVP.

Gra o Męce

Porządek gry wielkanocnej ułożył Waldemar Sulisz, materię muzyczną opracowali Lidia Biały i Paweł Warowny,  rzeźba, kostiumy, scenografia Małgorzata Sulisz.
Premiera 22 kwietnia (drugi dzień świąt Wielkanocy), 21, bazylika Dominikanów w Lublinie.

Smak

Obuolių sūris

Małgorzata i Tomasz Solisowie

Ser jabłeczny ze śliwkami suszonymi i z orzechami gotowy. Co to takiego? To litewski przysmak. Wielki przysmak. Ponieważ jesteśmy w oktawie 450 rocznicy podpisania Unii Lubelskiej, tematem 6 pokazów będzie kuchnia litewska. Wyrób sera zaprezentują i zaproszą na jabłkowy poczęstunek Małgorzata i Tomasz Solisowie z firmy Frux-Solis w Mikołajówce.

Zaczynamy od jabłka, które staje się symbolem kuchni lubelskiej. Jabłka były wielkim przysmakiem królowej Jadwigi, król Jagiełło jabłek nie znosił, uwielbiał za to gruszki. Jabłka i gruszki to specjalność Ziemi Kraśnickiej.

Ser jabłkowy (ser jabłeczny (lit. obuolių sūris)

W kuchni litewskiej i polskiej, rodzaj słodkiego przetworu z jabłek. Wbrew nazwie nie ma nic wspólnego z serem – produktem mleczarskim: nazwy używa się ze względu na podobieństwa procesu wykonania i końcowego kształtu obu tych produktów. Ser jabłkowy przygotowuje się poprzez smażenie przecieru jabłkowego z cukrem lub miodem.

Jako dodatki smakowe i zapachowe wykorzystuje się bakalie (np. suchą, utartą lub kandyzowaną skórkę pomarańczową, migdały), orzechy oraz przyprawy korzenne (np. cynamon, kardamon, goździki, ziele angielskie, gałkę muszkatołową)].

Sery jabłeczne cenione były dawniej ze względu na dużą wartość odżywczą i długi okres zdatności do spożycia. Przechowywano je nawet przez wiele miesięcy w postaci dobrze wysuszonych i obtoczonych w cukrze kostek. Na Litwie podawane są z gorzką herbatą, kawą lub winem.

Frux Solis

Nasze gospodarstwo znajduje się w lubelskim rejonie sadowniczym, w powiecie kraśnickim. Pierwszy sad w Mikołajówce założył Paweł Solis w 1880r. Wzorem naszych przodków postanowiliśmy kontynuować tradycję sadowniczą i przetwórczą w gospodarstwie. FRUX SOLIS (łac.) OWOCE SŁOŃCA oferuje Państwu produkty tradycyjne i naturalne, zrobione z owoców z własnego gospodarstwa stosującego dobrą praktykę sadowniczą. Oferujemy sprzedaż:
świeżych owoców i warzyw, produktów tradycyjnych wpisanych na Listę Produktów Tradycyjnych woj. lubelskiego, naturalnego soku jabłkowego, marynat owocowych, konfitur, powideł, dżemów
Ponadto: doradztwo w uprawie drzew i krzewów i relaks przy zrywaniu owoców.

Honorowy patronat Slow Food Polska nad Post Festiwalem

Idea Slow to sprzeciw przeciw zapędzeniu współczesnego świata. Uczestniczą w nim nie tylko żywieniowcy, ale też politycy, dziennikarze, naukowcy i publicyści. Symbolem ruchu Slow jest ślimak – istota powolna, zupełnie niepasująca do współczesnego świata. Slow Food Polska reprezentuje dr Jacek Szklarek, prezes i założyciel polskiego Slow Foodu i jego przewodniczący w Europie Środkowej. Filozof, teolog i doktor komunikacji społecznej. Pracował na McLuhan Centre in Culture and Technology w Toronto oraz Uniwersytecie Jagiellońskim.  Siedem lat studiował dziennikarstwo we Włoszech, gdzie po raz pierwszy zetknął się z ruchem Slow Food. Międzynarodowy juror olejów i oliwy. Znawca włoskich win i serów owczych z całego świata. Ma siedmioosobową rodzinę i mieszka pod Ojcowem w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej.

Vėdarai

Agnieszka Filiks

Wielki litewski przysmak w wersji wege, który przywołuje wspomnienia.

Głównym składnikiem kiszki ziemniaczanej są drobno starte na tarce i lekko odsączone surowe ziemniaki obrane ze skórki, do których dodaje się pokrojony w kostkę wędzony boczek i posiekaną cebulę, które zostały uprzednio przyrumienione na patelni. Agnieszka doda grzybów, skwarki zastąpi cebulą usmażoną na oleju rzepakowym.

Agnieszka Filiks

Kiedy w 2001 roku gotowała dla prezydentów Kuczmy i Kwaśniewskiego w Kazimierzu Dolnym, ani nie przypuszczała, że w 2017 roku otworzy w Nałęczowie rodzinną restaurację i hotel. A na łamach prestiżowego „The Huffington Post” Fabio Parasecoli, jeden z najsłynniejszych historyków jedzenia, napisze o jej wielkim talencie.

Dziś jest szefem kuchni i właścicielką. Willi Filiks w Nałęczowie. Gotuje sezonowo, z pasją, uzywa dużo ziół i kwiatów jadalnych.

Alaus sriuba

Jean Bos

To będzie hit. Jean Bos, król wśród kucharzy, kucharz królów przyrządzi Alaus sriuba Wielkiego Księcia Litewskiego i Króla Polski. Czyli faramuszkę po litewsku. To będzie polska premiera królewskie zupy.

Zaczęło się od piwa

Najstarsze polskie piwo było lekkie, jasne i bardzo musujące. Pito je z upodobaniem jak wodę mineralną. Piwo warzono w domu dla swoich potrzeb.
W jednej z najstarszych polskich pieśni ludowych zapisano: Żebyś ty chmielu na tyczki nie lazł, nie robiłbyś ty z dzieweczek niewiast. Nic dziwnego, że pożywne polewki z piwa, spożywane na śniadanie robiły furorę.

Piwo na śniadanie

Z takich śniadaniowych przysmaków narodziła się najstarsza zupa na Lubelszczyźnie, zwana gramatką, albo faramuszką. Sławił ją w Lublinie Szymon Szymonowic
Nic dziwnego, skoro uroki piwa sławił sam papież Klemens VIII, który przebywając w Polsce zasmakował w piwie i gdy zaniemógł jako papież wołał o Pivo di Varca.

Zupy z piwa zaprawiano śmietaną i żółtkami, dodawano twaróg w kostkach, a nawet skwarki ze słoniny. Ale król Zygmunt August sera nie lubił. Kazał sobie gotować faramuszkę ze specjalnie spreparowaną kaszą gryczaną.

Jean Bos

Jest twórcą Akademii Kuchni Molekularnej w Polsce. Przez lata był nadwornym kucharzem króla Belgii. Należy do najwybitniejszych szefów kuchni w Europie.

Koldūnai sultinys

Ireneusz Michaluk

To malutkie pierożki nadziewane siekanym mięsem. Zajadał się nimi Jagiełło, uwielbiał Czesław Miłosz. W kołdunach najlepszy jest sok, który tryska w buzi po przegryzieniu kołduna. Na pokazie kulinarnym Ireneusza Michaluka nauczymy się robić postne kołduny litewskie z grzybami w rosole na smardzach.

W charakterystyce Tatarów z Suwalszczyzny Aleksandra Osipowicza z 1868 r. znajdujemy opis najbardziej rozpowszechnionej potrawy: Podczas zebrań fetują się między innymi narodowym przysmakiem, którymi są pierożki z mięsa skrobanego nożem z tłuszczem baranim, pieprzem i cebulą w cieście zwijane, znane i w Warszawie pod nazwiskiem kołdunów litewskich, a tu właściwiej nazywane tatarskimi. Dobre kołduny smakują wyśmienicie, lecz trzeba je umieć sporządza, acz na pozór jest to jadło nader proste. Spożywa się je łyżką, a sztuka na tem należy, żeby kołdun mógł się cały od razu zmieścić w ustach, bez uszkodzenia ciasta i wytoczenia zeń soku, który właśnie jest delicją amatorów”.

Zajrzyjmy do książki kucharskiej z 1935 roku.

Wziąć kilo zrazowego mięsa, 40 deka łoju. Mięso uskroba, rozetrzeć na masę, łój drobniutko w kostki pokraja, wsypać soli, pieprzu, trochę majeranku, dużo utartej cebuli, poprzednio sparzonej gotującą wodą, wlać parę łyżek wody, wymieszać dobrze i niech tak poleży parę minut. Mięso tylko raz umyte w zimnej wodzie, a nie moczone, bo przez to rosół traci na tęgości, kładzie się w garnek, nalewa zimną miękką wodą, soli, lecz nie zanadto, gdyż przesolony rosół jest niesmaczny, gotuje na wolnym ogniu, szumując, dopóki szumowiny nie przestaną się pokazywa. Następnie, odstawia się od ognia, zalewa łyżką zimnej wody, a tłustość, zwana pozłotą, oddzieli się natychmiast i pokaże na wierzchu. Dodaje się potem 3 korzonki pietruszki, dwie marchewki, l mały seler, trochę pora, kalarepy, sparzonej poprzednio włoskiej kapusty i kalafior. Można też wrzucić po kilka ziarnek czarnego i angielskiego pieprzu, lecz bardzo mało, by nie popsuć smaku rosołu

Ireneusz Michaluk

Pochodzi z małej miejscowości Czeberaki pod Parczewem. Po latach studenckich rozpoczął pracę w kilku małych restauracyjkach. Dalej dwa większe przystanki: Ostro i Hades (ukłony w stronę Marka i pani Eli Cwalinowej, od których się sporo nauczyłem). Dziś szefuje w restauracji Bombardino. Filozofia gotowania? Przede wszystkim ma być prosto i smacznie, ale w nowoczesnym wydaniu. Klasycznie, ale z elementem zaskoczenia. Kocha kuchnię Toskanii, inspiracji szuka w polskiej kuchni przedwojennej. Uwielbia zupy i rosoły.

Trejos Devynerios

Edward Derkacz

To będzie hit. Skosztujecie słynnej nalewki Trzy Dziewiątki, której receptura została opracowana w okresie rządów księcia Witolda w czasach Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Nalewki przenoszą nas w czasie. Zajrzyjmy do ksiąg. Były słabe i bardzo mocne (do 75% alkoholu). A gamę smaków miały niezwykle bogatą. Układając menu przyjęcia, proponowano na przykład kieliszek piołunówki na apetyt, wytrawnej morelówki do indyka, wiśniówki do pieczeni z dzika czy jelenia, tarniówki do pasztetu z zająca, kieliszek nalewki z czarnej porzeczki – do kaczki. Trunki dobierano nie tylko do potraw, ale i do sosów oraz deserów zwanych fetami – do nich podawano nalewki półsłodkie i słodkie. Orzechówką nieraz ratowano życie obżartuchom chorym z przejedzenia. Opowieści po polowaniu nie miały swojej siły wyrazu bez pucharu miodu litewskiego czy dereniówki. Również panie kieliszeczkiem nalewki babuni, a nie tylko filiżanką kawy, lubiły sobie uprzyjemniać spotkania towarzyskie

Trejos Devynerios, 999

Nazwa Trzy Dziewiątki jest synonimem liczby 27. Nalewka powstaje na 27 ziołowych składnikach. To między innymi podagrycznik, korzenny rabarbar, korzenny gencyjan, korzenny kalgan, pieprz czarny, pieprz pachnący, pieprz czerwony, imbir, gałka i płatki muszkatołowe, gałkę pomerańska, skórka pomarańczowa i cytrynowa, kora z kruszyny, cynamon, anyż gwiaździsty, nasienie czarnuszki, kardamon, żubrówka. Inne składniki ziołowe, wchodzące w skład nalewki są trzymane w tajemnicy.

Edward Derkacz

Nalewkę wedle litewskiej receptury odtworzy Edward Derkacz, jeden z najlepszych polskich twórców nalewek, który w swej posiadłości pod Lublinem odtworzył pracownię alchemiczną i zajmuje się rekonstrukcją dawnych przepisów. Derkacz jest na codzień właścicielem Hotelu Korona.

Kastynis

Marek Panek

Na finał festiwalu pokaz przyrządzania Kastynis su bulvėmis (Kastynys z kartoflami).

Tradycyjna kuchnia litewska, tak jak polska jest kuchnią ponad granicami. Śmudzini (śemajczej) zamieszkują region Północno-Zachodni i znani sś ze swego przepisu na masło z kwaśną śmietaną, pbficie doprawione kminkiem, zwane lokalnie kastinys. Kastinys ma wyborny smak. Szef Marek Panek doprawi kastynis wewług receptury z XVI wieku, dodając między innymi miety, ziela angielskiego, czosnku, maku oraz szczypioru.

Marek Panek

Szef kuchni w restauracji Hades Szeroka. Jeden z najciekawszych i jeden z najskromniejszych szefów kuchni w Lublinie. Pokorny wobec zawodu i bardzo pracowity. Specjalizuje się w polskiej kuchni. Z miłością odkrywa zapomniane smaki, wierząc, że nowoczesna kuchnia jest hołdem wzniesionym tradycji. Jego oczkiem w głowie są zupy. Eksperymentuje z tatarami. I pierogami. Kołduny i pielmieni wyskakują mu z rąk prosto do garnka. Wypieka 3 rodzaje cebularzy i odkrywa smak żydowskich bubelach. Lubi grykę i nie da sobie w kaszę naplu

Itinerariusz

4 Warsztaty Sztukmistrzów

A w tym świecie świat człowieka jest jedynie malutkim stateczkiem, który co rusz wypływa na głębokie morze, w którego głębi czeka otchłań

Kaligrafia na warsztacie

Arkadiusz Adamczuk Trzy palce piszą a całe ciało pracuje. Kaligrafia jako przedmiot nie jest już uczona w szkołach. W czasach komputerów i długopisów umiejętność ładnego, ozdobnego pisania dostępna jest jedynie pasjonatom średniowiecza. A przecież kształt liter wypracowany przez średniowiecznych skrybów posłużył na wzór również dla fontów komputerowych, dlatego warto je poznać. Warsztaty mają na celu zapoznać młodzież z metodami dawnej kaligrafii, z kształtami liter takich jak karolina, uncjała, fraktura czy szwabacha, z pracą średniowiecznych skrybów. Warsztaty dla dzieci i dorosłych. 14 marca o 20, Sala Sztukmistrza, Hades Szeroka, Wstęp bezpłatny, obowiązuje rezerwacja miejsc: +48 607 260 77

Warsztaty z patrzenia

Piotr Marek Fotografia jest medytacją. Ma moc zwalniania czasu. Piotr Marek, na codzień pracownik Leica Store w Warszawie, wie, że najpierw obraz zapisuje się na dnie oka, dopiero później naciśniemy spust migawki. Ale zanim obraz zapisze się na dnie oka, tej swoistej, duchowej  matrycy, to co się zapisze, trzeba zobaczyć. Dostrzec. Piotr Marek poprowadzi na festiwalu warsztaty z patrzenia. Sam patrzy na świat z czułością i uważnością. Stara się zobaczyć cudowność tego świata. A w tym świecie świat człowieka jest jedynie malutkim stateczkiem, który co rusz wypływa na głębokie morze, w którego głębi czeka otchłań. Ewa Bieńkowska w eseju o Beethovenie pisze, że w jego symfoniach człowiek ginie w otchłani i sięga dna. Ale nawet jeśli sięgnie dna, to za chwilę otwiera się drugie dno, od którego może się odbić i wypłynąć na powierzchnię…

Zwykło się uważać za cud chodzenie po powierzchni wody czy unoszenie się w powietrzu, ale myślę, że prawdziwym cudem jest chodzenie po ziemi. Każdego dnia uczestniczymy w cudzie, z którego nawet nie zdajemy sobie sprawy: niebieskie niebo, białe chmury, zielone liście, ciekawskie oczy dziecka – nasze własne oczy. Wszystko jest cudem – napisał Thích Nhất Hạnh w książce “Cud uważności. Prosty podręcznik medytacji”. – No to teraz już wiecie, na co nauczymy się patrzeć. Tu jest teraz. O tej godzinie. Jeśli nie znajdziesz ich tu i teraz, nie znajdziesz ich nigdzie – mówi Piotr. 21 marca o 21, Sala Sztukmistrza, Hades Szeroka, Wstęp bezpłatny, obowiązuje rezerwacja miejsc: +48 607 260 77

Wielkanoc na warsztacie

Igor Wolszczak Jajko na warsztacie ceramicznym, prowadzi Igor Wolszczak z Fundacji Żywioły Ziemi. Jajko jest symbolem świąt i nowego życia. Swój talent poświęcali mu wybitni złotnicy, teraz dzieci wykonają małe dzieła sztuki. Dla dzieci. 11 i 18 kwietnia o 19, Sala Sztukmistrza, Hades Szeroka, Wstęp bezpłatny, obowiązuje rezerwacja miejsc: +48 607 260 77

Odsłuch

Każdego Czwartku, pomiędzy koncertem a pokazem kulinarnym posłuchamy jednego rozdziału książki „Skafander i motyl”, wydanej przez Wydawnictwo Słowo/Obraz Terytoria.

Był estetą i kochał życie. Ale życie nie wzięło tego w rachubę. Jak w skafandrze zamknęło go w jego własnym ciele. Wylew krwi do mózgu zaskoczył go w chwili, gdy wypróbowując nowy model BMW, jechał na spotkanie z nową towarzyszką życia. Był 8 grudnia 1995 roku. Świadomość odzyskał w styczniu. Ale była to świadomość zamurowana jak w więzieniu, w znieruchomiałym ciele, nad którym nie miał żadnej kontroli. Widział, słyszał, nie stracił powonienia – ale stracił swoje ciało. Nie mógł nawet przełykać pokarmów ani oddychać bez pomocy aparatury medycznej, a jedynym zewnętrznym wyrazem obecnego w ciele życia była mrugająca jak motyl lewa powieka i nieznaczne poruszenie głową. Skafander i motyl. W takim stanie napisał tę książkę: o losie i o życiu, rzecz jasna, ale także o stosunku duszy do ciała, o stosunku myślenia i odczuwania do własnej cielesności. Znaczenie tej książki nie sprowadza się do sensu czysto literackiego lub nawet filozoficznego, bo jest ona zdarzeniem splatającym w niepodzielną całość literaturę i egzystencję. Jean-Dominique Bauby zmarł 9 marca 1997 roku, trzy dni przed ukazaniem się „Skafandra i motyla”.

Skafander i motyl. Zdania

Dzisiaj wydaje mi się, że cała moja egzystencja to jedno pasmo klęsk: wyścig, którego wynik przecież się znało, lecz nie potrafiła zgarnąć wygranej.

„Gramy w wisielca?” – pyta Teofil, a ja chętnie bym odpowiedział, że bycie paralitykiem całkiem mi wystarcza, gdyby mój system komunikowania umożliwiał szybkie riposty. Najbardziej cięte repliki niezdarnieją, skoro trzeba tak wiele minut, by je ujawni
.

Jestem szalonym Piotrusiem z twarzą pomazaną na niebiesko, z ładunkami dynamitu wokół głowy.

Miłość, wzruszenie, estetyczne zachwyty są mi równie potrzebne jak oddech.

Od wolności dzielą mnie tylko jedne drzwi, których nie mam sił otworzy
.

Nie skojarzyłem, że pomiędzy fotelem inwalidzkim a mną może zachodzić jakiś związek.
Teraz ja jestem więzieniem.

W zasadzie nie pamiętam swoich snów. W zetknięciu ze światłem dziennym plącze się nitka scenariusza i obrazy bezpowrotnie się roztapiają. To może prawo komy. Ponieważ nigdy nie powraca się do rzeczywistości, sny też się nie ulatniają, lecz gromadzą i łączą w długą fantasmagorię, powracają jak serial.

Post Przewodnik

Post Przewodnik

Alfabet zapachów

Wielką rolę w odczuwaniu smaku gra zapach. W winie możemy odnaleźć zapach czekolady, mchu, owoców, powietrza po deszczu, skóry, skoszonej trawy. Maestro Jean Bos mówi, że zapachy są jak klocki, z których dobry kucharz może zbudować intrygujące danie. Oto alfabetyczny spis zapachów, które unosiły się i unoszą nad miastem. Niniejszy rozdział jest wyborem zapisków z większej całości, albumu „Lublin smaków”.

Jasza, choć tylko sztukmistrz, uchodził za bogatego; posiadał dom, stodoły, spichrze, stajnie, strych na siano, podwórze, na którym rosły dwie jabłonie. Sztukmistrza z Lublina narysował dla Post Przewodnika architekt Adam Wójcik

Baklawa i mak

Lublin posiada swoją Cukiernię Turecką mieszczącą się na ulicy Św. Duskiej pod Nr. 10 i zaopatrzoną we wszystkie te znane i lubiane wyroby jak: chleb z rodzynkami, obwarzanki z sezamem, bakława po turecku lub po sułtańsku itp. Oprócz tego w Cukierni Tureckiej nabyć można doskonałe pieczywo dostarczane 3 razy dziennie ze świeżego wypieku oraz wszelkie wyroby cukiernicze. Prócz działu sprzedaży Cukiernia Turecka prowadzi również dział konsumpcji na miejscu, gdzie posilić się można dobrą kawą, czekoladą, herbatą lub mlekiem, specjalnością firmy jest aromatyczna kawa przyrządzana na sposób turecki. Ogromnym powodzeniem cieszą się w tym dziale posiłki po wiedeńsku, na które składa się szklanka herbaty lub mleka z bułką, masłem, serem, jajkiem, ciastkiem drożdżowym i to wszystko za 60 gr. 5 (Teatr NN). Piekarnia była jasna, z dużym oknem wystawowym, na którym cista z kruszonką, słodkie chlebki, kajzerki i bułki w kształcie człowieczków, rogaliki i parki posypywane makiem, okrągłe bułeczki maślane, mięciutkie i lśniące - wspominała Julia Hartwig. W piekarni pracował wysokiej klasy specjalista Hasan Bozaci Oğlu.

Balsaminka i śledzie

Lublinie, moje święte żydowskie miasto, miasto wielkiej żydowskiej nędzy i radosnych żydowskich świąt. Twoja żydowska dzielnica pachniała świeżym razowym i sitkowym chlebem, kiszonymi ogórkami, balsaminką, śledziem i żydowską wiarą.
(Jakub Glatsztejn, Lublinie, moje święte miasto)

Bliny i młodziwo

Nasz wileński blin był kartoflany, najprostszy, z surowych kartofli. Nie, nie placki kartoflane. Ołatki to zupełnie inna potrawa. Są one przesączone tłuszczem. Natomiast blin- prawie suchy. U nas był nawet blin owsiany, łamliwy. Stąd powiedzonko wileńskie: nie łam się jak owsiany blin! Jak bliny, to i wiadomo, tak zwane pamoczki, czyli sosy, od najprostszych z topionej słoniny, aż po wyrafinowane, z takiego młodziwa cho
by (...) bliny na Wileńszczyźnie były podstawą pożywienia.
(Tadeusz Konwicki)

Boczek i żeberka

Lepiej w domu zjeść konserwę,
niż mieć tutaj w życiu przerwę.
Lepsza w domu świekra z zezem,
niż tu jajko z majonezem.
Lepsza ciotka striptizerka,
niż podane tu żeberka.
Lepiej nie być w żony guście,
niż jeść boczek w tej kapuście.
(Wisława Szymborska)

Carpaccio i kapary

Wizja św. Augustyna – obraz namalowany przez włoskiego malarza, mistrza szkoły weneckiej, Vittore Carpaccia. To od nazwiska malarza, który eksponował czerwień na obrazach pochodzi nazwa dania: carpaccio. Danie stworzył włoski szef Giuseppe Cipriani. W 1950 roku Amalia Nani Mocenigo, wenecka arystokratka odwiedziła restaurację Harry’s Bar. Lekarz zalecił jej dietę z surowym mięsem, szef Giuseppe Cipriani podał cienkie plastry wołowiny. A ponieważ jego drugą miłością po gotowaniu było malarstwo - zatytułował danie nazwiskiem malarza Vittore Carpaccia.

Karol Wojtyła. Syn oficera, aktor, kapłan. Ojciec Święty

Cebula i podpłomyki

Podpłomyki z cebulą. Jadał je z upodobaniem na śniadanie Karol Wojtyła, kiedy był wikarym w Niegowici, prosząc, by podczas pieczenia nie zapominać także o nim. Podpłomyki pieczone były przy okazji wypieku chleba. Składniki na ciasto miesza się z tzw. naciastkiem (ciasto, które zostało w dzieży ), wyrabia, formuje podpłomyki, smaruje masłem i obkłada cebulą. Najlepsze ze świeżym mlekiem. Najciekawsze, że placki z cebulą wypieka się w Sobieskiej Woli, - o czym opowiadała nam i częstowała Anna Augustyniak - takie zbiegi okoliczności w Sobieskiej Woli.

Cynamon i goździki

Panie Boże, lubiłem dżem truskawkowy
I ciemną słodycz kobiecego ciała.
Jak też wódkę mrożoną, śledzie w oliwie,
Zapachy: cynamonu i goździków.
Jakiż więc ze mnie prorok?
(Czesław Miłosz, Wyznanie)

Cytryna i dereń

W przedwojennych restauracjach Lublina podawano wykwintną zupę cytrynową na ostro i zupę z derenia na słodko. Dereniową wedle takiego przepisu:
Proporcya np. na osob 12. Wziąć półtory kwarty suchego derenia, nalać tyle wody, aby dereń objęła, zagotowawszy leje się butelkę wina i dodaje funt cukru, nieco cynamonu, trochę skórki cytrynowey, wszystko to razem, gdy się zagotuje, należy odstawić i przetrzeć dobrze przez gęste sito, uważając, aby tylko sama łuska w nim została. Wydając gorącą do wazy, należy dodać grzanek, lub pianki z białek.
(„Kucharz dobrze usposobiony” ułożony przez Jana Sztyttlera, Wilno 1830 rok)

Czosnek i słonina

Władysław Belina-Prażmowski, pierwszy ułan II Rzeczpospolitej mieszkał w Godziszowie i Janowie Lubelskim. Generał Bolesław Wieniawa-Długoszowski, adiutant Marszałka kochał dobrze zjeść. Sam Marszałek był w Lublinie kilka razy, tu mieszkał, uczestniczył w rautach wydanych na jego cześć. Wszyscy musieli jeść chodź raz słynną zupę ułańską.
Zupa ułańska wg Marii Disslowej.
Składniki: 20 dag wędzonki, 6 dag słoniny, 2 cebule, 2 ząbki czosnku, szczypta papryki, 2 dag mąki, 1/8 l. fasoli, 6 dag grubego makaronu, 1/4 l. śmietany, 1 l. rosołu, 2 parówki.
Wykonanie: Na pokrajaną i stopioną słoninę wrzucić posiekaną cebulę i dusić, aż zmięknie, dodać mąkę, roztarty czosnek, paprykę, podsmaży
rozprowadzić rosołem i gotować 1/2 godz. Przetrzeć przez sito i wlać resztę rosołu, włożyć do zupy ugotowaną fasolę i na gotującą wrzucić grubo pokrajany makaron domowy, gotować 10 min. Ugotowaną wędzonkę i parówki pokrajać w cząstki, wrzucić do zupy, wlać śmietanę i natychmiast podawać

Czysta wódka i wolność

Bolesław Wieniawa-Długoszowski, legendarny szwoleżer II RP, poeta, który znał sześć języków, lubił dobrze zjeść. Ponoć to w lubelskiej restauracji Europa, a nie w warszawskiej Adrii miał założyć się, że wjedzie konno po schodach. Kochał konie i ich zapach, mówiąc, że to zapach wolności. Zakład przegrał, powiedział: Żarty się skończyły, zaczęły się schody. I wjechał. Mawiał także, że czysta wódka ani munduru ani honoru nie trawi.

Dorożka i kawior

Przyjechała pusta dorożka – i wysiadł z niej Leśmian! Gdyby Bolesław Leśmian żył, tu zjeżdżałby na obiady. Tym bardziej, że w karcie jest ulubione danie Franciszka Fiszera, który mawiał: "Najlepsze są dania proste. Weźcie na przykład taki kawior, czy może być coś prostszego, a jakie to pyszne". Jak czytamy w Wikipedii "Restauratorzy chętnie go gościli, ponieważ był chodzącą reklamą ich lokali. Najczęściej był widywany w Udziałowej, Ziemiańskiej, IPS, Oazie, Astorii, u Simona, Wróbla, czy u Bliklego. Wśród najbliższych przyjaciół Fiszera byli Bolesław Leśmian (sądzi się, że to Fiszer stworzył jego pseudonim artystyczny), Stefan Żeromski, Władysław Reymont, Skamandryci: Antoni Słonimski i Julian Tuwim, Jan Lechoń, Zenon Przesmycki, Artur Rubinstein oraz Antoni Lange. Chociaż Fiszer sam nie wydał żadnej książki, jego osoba pojawia się w niemal każdym ze wspomnień polskich artystów okresu międzywojennego”.

Estragon i befsztyk

François-René, wicehrabia de Chateaubriand. Francuski pisarz, polityk i dyplomata. Pochodził ze starej i znakomitej rodziny bretońskiej. Od jego nazwiska pochodzi słynne danie befsztyk Chateaubriand, podawane przed wojną w najlepszych restauracjach Lublina. Koniecznie z sosem bearneńskim ( sauce béarnaise - sos przygotowywany na bazie sosu holenderskiego z dodatkiem estragonu). Oraz z pommes chateau - specjalnie formowanymi ziemniakami.

Faramuszka i lin

Jan Kochanowski, poeta, który studiował w Padwie, spławiał swoje zboże do Gdańska w porcie rzecznym w Kazimierzu Dolnym. Jaka piękna historia. A jak spławił, to może zjadł faramuszkę i lina w śmietanie w miejscowym szynku.

Fenkuły i frykando

Mówi się, że Lublin jest włoskim miastem. Pellegrino Artusi urodził się 4 sierpnia 1820 roku jako jedyny chłopiec w rodzinie (wśród siedmiu sióstr) w małej miejscowości Forlimpopoli w Romanii. (...)W 1891 roku wydał na własny koszt zbiór 475 przepisów zatytułowany "La Scienza in cucina e l'Arte di mangiar bene" (polskie wydanie nosi tytuł "Włoska sztuka dobrego gotowania"), który okazał się wielkim sukcesem. Artusi rozszerzał każde następne wydanie (było ich piętnaście) w latach 1891-1911. W tym ostatnim roku - jego śmierci, dochodząc do 790 przepisów. W książce zapisał takie słowa: „O ile kto nie ma ambicji wspięcia się na kuchenny Parnas, to – by zostać kucharzem – wcale nie musi obudzić się w rondli miast czepka. Takie jest moje zdanie. Wystarczą pasja, skrupulatność, precyzja w wykonywaniu kolejnych czynności. No i – rzecz oczywista – do receptury należy zawsze dobierać produkty najprzedniejsze, gdyż właśnie one są gwarancją sukcesu.” Lubił budyń z fenkułów i frykando cielęce.

Groch i sól

W restauracji Hades Szeroka znów podaje się bezpłatnie do każdego piwa groch na ostro. Zajrzyjmy do wspomnień Józefa Honiga: Na Świętoduskiej było piwo, można się było napić. To tam dawali groch bezpłatny, żółty groch solony i żeby piwa więcej wypił. To czasem przyszedł jakiś biedny i ten Żyd mówi, najadłeś się idź już, za dużo zjadłeś już. Piwa nie pił, tylko groch jadł. Wszędzie to było. Żydzi mieli to.

Grzyby i miód

W czasach mojego dzieciństwa często jeździliśmy przez granicę Wolnego Miasta Gdańska w kierunku Kokoszek, Żukowa i odwiedzaliśmy moją cioteczną babkę Annę, która z wieloosobową rodziną gnieździła się na ciasnej przestrzeni pod niskim sufitem. Sernik, nóżki w galarecie, korniszony i grzyby, miód, suszone śliwki oraz kurze podróbki – żołądki, serca, wątróbki – słodkie i kwaśne, ale również wódka pędzona z ziemniaków, pojawiały się tam na stole jednocześnie; i jednocześnie śmiano się i płakano.
(Günter Grass)

Gulasz i papryka

Stanisław Koźmian (1836-1922), wnuk Kajetana, polski polityk konserwatywny, reżyser, krytyk teatralny, publicysta i historyk urodzony w Piotrowicach cenił sobie jedzenie, wytrawny Tokaji i podróże kulinarne. 9 maja 1870 roku w Peszcie zapisał: "Śniadałem po węgiersku. Mieszkam u jenerała Pireta, uraczył mnie gulyàsem, który jest wyborną potrawą i dla Węgrów jest tym, czem risotto dla Włochów. Jest to siekane mięso z polskiemi kluskami zaprawione papryką". Jedzenie było dla Koźmiana elementem narodowej kultury. Skąd gulyàs na śniadanie? Stanisław wstawał wczesnym popołudniem.
(S. Koźmian, 1906, Podróże i Polityka, t.1, Kraków)

Herbata i mięta

Wissotzky Tea Company powstała w 1849 r. Założona w Moskwie jest jedną z najstarszych firm zajmujących się produkcją herbaty na świecie. W 1917 r. firma zaprzestała działalności w Rosji, a rodzina Wissotzky wyemigrowała do USA i Europy, otwierając oddziały we Włoszech i Polsce. Herbatę Wissotzky podawano przed wojną w najlepszych restauracjach w Lublinie. Jak to pięknie, że dziś w jednej z restauracji możemy znów napić się legendarnej herbaty, w tym słynnej miętowej Nana.

Historia i wolność

Żeby zrozumieć kuchnię polską, należy zrozumieć historię Polski. Przez te dania mogę opowiedzieć o naszej historii, o naszych fascynacjach, porażkach i sukcesach, o mniejszościach narodowych, które przewinęły się przez Polskę, czy nawet wojnach, które również pozostawiły ślad na naszym stole.
(Aleksander Baron)

Imbir i rodzynki

Słynną zupę berdyczowską, doprawioną imbirem, cynamonem oraz miodem można zjeść dziś (tak, tak) w pierwszorzędnej restauracji w Lublinie. Zupa berdyczowska, zwana także berdyczowską Jankiela, gotuje się na wołowinie, przypomina trochę węgierski bogracz, lubi zawierać także rodzynki, pod sam koniec gotowania Jankiel doprawiał ją jeszcze konfiturą z czarnej porzeczki. Berdyczowską w krakowskim Arielu zajadał się Steven Spielberg. Wieść niesie, że berdyczowska ma pojawić się w nowej, żydowskiej knajpie na Starym Mieście w Lublinie.

Jajecznica i chleb

lekroć jestem świadkiem dywagacji o jedzeniu (…) nie mogę się wyzbyć współczucia dla tych wielbicieli francuskiej, włoskiej czy węgierskiej kuchni, którzy w ich smaku dopatrują się szczytu wykwintu i wyrafinowania. Biedni. Nie byli nigdy z nami w Lanckoronie. Wiecie, co to jest jajecznica z jajek, z których każde ma czerwone żółtko, przegryzana gorącym jeszcze wiejskim chlebem o chrupiącej skórce, z masłem zrobionym w domu, jedzona wspólnie z ogromnej patelni umieszczonej na środku stołu, na obrusie haftowanym w polne kwiatki.”

Jarząb i koniak

Zdrowe wódki jarzębowe podawano także w restauracjach przedwojennego Lublina. Słynny jarzębiak z jarzębiny, jałowca, fig, rodzynek i miodu z Izdebnika konkurował z nalewkami Vettera. W swojej Fabryce Słodkich Wódek i Likierów, również przy ulicy Bernardyńskiej Vetterowie produkowali koniak „Carcheau”. W restauracji hotelu Victoria można było wypić kieliszek jarzębiaku, produkowanego na cognacu, który miał mieć wyjątkowe właściwości zdrowotne.

Jasza i jabłonie

"Jasza, choć tylko sztukmistrz, uchodził za bogatego; posiadał dom, stodoły, spichrze, stajnie, strych na siano, podwórze, na którym rosły dwie jabłonie, a także ogród, gdzie Estera uprawiała warzywa". Przy swoim gospodarstwie kazał wybudować samotnię, w której pozostał zamurowany jako reb Jakub Pokutnik: " Na prawo od celi rosła jabłoń, słyszał szelest jej liści. W gałęziach zbudowała sobie gniazdo jaskółka i cały dzień uwijała się, przynosząc źdźbła i robaki dla piskląt. Jaszy udało się przecisnąć głowę przez okno i zobaczył przed sobą pola, błękitne niebo, dach bożnicy, wieżę kościoła".

Kapelusz i księgi

Żydzi przybyli z Niemiec nosili aksamitne kapelusze. Czescy Żydzi mieli na sobie jedwabne płaszcze. Włoscy Żydzi, w których trudno było rozpoznać Żydów, nosili krótkie kolorowe ubrania i przy pasie mieli, wzorem wszystkich szlachetnie urodzonych Włochów, zawieszone szpady. Wielu z nich przyjechało w celach handlowych, ale byli wśród nich również tacy, którzy chcieli studiować w sławnej jesziwie. Polskie jesziwy cieszyły się obecnie taką samą sławą, jak niegdyś talmudyczne szkoły w Babilonii. Uczyli się w nich młodzi Żydzi z całego niemal świata. Niektórzy młodzi uczeni żydowscy przyjechali do lubelskiego grodu po to, żeby otrzymać z rąk tego czy innego stołecznego rabina semiche, czyli dyplom uprawniający do pełnienia funkcji rabina lub rytualnego rzezaka. Także autorzy książek przyjechali po zgodę na wydanie drukiem swoich dzieł.
Ci wszyscy ludzie spotkali się na ulicy Bożnicznej, przy której wznosiła się sławna jesziwa i siedziba Sejmu Czterech Ziemstw. Tu również odbywał się jarmark żydowski.
(Szalom Asz, Jarmark w Lublinie).

Kobieta i marcepany

Do dziś zchowała się w Lublinie elegancka winiarnia z czasów Unii Lubelskiej, elitarny klub towarzyski ozdobiony pikantnymi freskami. Do dyspozycji gości były najprzedniejsze trunki i towarzystwo pięknych pań, stanowiących obsługę lokalu. Bawili się tu poeci, literaci, artyści, bogaci mieszczanie i szlachta. Ciekawe, jakie przekąski podawano do wina? Może pudding migdałowy wedle przepisu samego Leonarda da Vinci? A może marcepany przeora z pobliskiego klasztoru?
Składniki: 300 g słodkich migdałów, 300 gram cukru, 150 ml wody różanej, 2 opłatki cukiernicze o średnicy 22 ce.
Wykonanie: Migdały drobno zmielić z połową wody różanej. Dodać cukier (zostawić 2 łyżki). Wymieszać. Do blaszki i średnicy 22 cm włożyć jeden opłatek i skropić go wodą różaną. Masę wyłożyć na opłatek, posypać resztą cukru, przykryć drugim opłatkiem, spryskać wodą różaną. Piec w temperaturze 130 stopni Celsjusza przez 50 minut, bacząc by opłatek się nie przyrumienił. Przed podaniem odczekać pół dnia. (Andrea Ciucci, Paolo Sartor: W kuchni ze świętymi).

Kreplach i kawior

Jak smakował żydowski Lublin? Czy na przykład tak jak Kraków? Edouard de Pomiane spisał jadłospis żydowskiej restauracji w Krakowie. "Pomian odwiedził też wiele restauracji żydowskich. Z zegarmistrzowską precyzją spisywał menu, przytaczając nawet w całości jadłospis jednej z restauracji żydowskich w Krakowie - kreplach, kawior po żydowsku, gęsinę, krupnik, zupę śliwkową, barszcz, karpia po żydowsku, cielęcinę w galarecie, kruszka cielęce, solone śledzie, strudle itp. Także marynowane w winegrecie jaja na twardo - na które przepis zamieścił. Ale dania odtworzone w Paryżu smakowały, jak przyznaje, inaczej niż w Polsce" pisze - Magdalena Kasprzyk-Chevriaux.

Król i piwo

Zygmunt August (bądź co bądź syn Włoszki, dla której podstawowym napojem pozostawało wino) nakazał, by na ucztę, którą wydał 10 lipca 1545 roku w Knyszynie, przewidziano sześć litrów piwa na osobę.

Lin i rodzynki korynckie

Lin w sosie według średniowiecznego angielskiego traktatu kulinarnego "The Forme of Cury", sporządzonego około 1390 przez mistrzów kuchni na dworze Ryszarda II.
"Weź lina i pokrój go w kawałki, po czym usmaż. Wymieszaj rodzynki korynckie, wino i wodę, dodaj sułtanek, mielonego imbiru, mielonych goździków, mielonego cynamonu i pieprzu. Połącz z rybą i podgotuj wraz z cukrem cypryjskim i solą, po czym podawaj”. Liny w śmietanie i nie tylko uwielbiała Ordonka.

Stefan Żeromski, na rok przed śmiercią...

Makaron i parmezan

„Dziwna rzecz, siedzę w pięknych Włoszech, a myślę wciąż o ogródku nałęczowskim” - pisał do żony 4 kwietnia 1902 roku Stefan Żeromski. W słonecznej Italii sycił się słońcem, urodą krajobrazu i zapachem świeżych ryb. Cieszył go widok wiórek parmezanu topniejących w misce świeżo ugotowanego makaronu. Musiał pokochać Włochy, skoro bohaterowie jego dzieł kilkadziesiąt razy byli w Italii.

Piernik i karp

Karp w bulionie luterańskim. Z Wrocławia. Ciekawe, czy jadał go Mikołaj Rej, który napisał wierszyk "Marcin Luter, doktor”. Składniki: 5 dzwonków karpia, 1 cebula, kawałek aromatycznego, ciemnego piernika, 300 ml ciemnego piwa, 500 ml bulionu, 3 łyżki soku z cytryny, 2 listki laurowe, sól, kilka ziaren pieprzu. Wykonanie: Dzwonka karpia lekko osolić. skropić cytryną, odstawić. Do garnka wlać piwo, bulion, dodać liście laurowe, pieprz, piernik, przepołowioną, upaloną cebulę. Gotować pół godziny pod przykryciem. Przecedzić. Dodać karpia, gotować do miękkości.
(Kuchnia Wrocławia. Przepisy dawne i współczesne)

Pierogi i kapusta

Lucyna Ćwierczakiewiczowa w książce 365 Obiadów z 1871 roku podała przepis na gotowane pierogi ze świeżą kapustą i suszonymi grzybami oraz śledziem zawijane w ciasto z mąki i jaja, obok przepisów na małe podłużne pierogi w stylu rosyjskim („pierogi ruskie”) z ciasta drożdżowego lub francuskiego z kapustą słodką i kwaśną, które należało upiec w piecu, czy na pierogi z ryżem i jajami na twardo lub kaszą gryczaną serwowane do kapuśniaku lub barszczu.
(pl.wikipedia.org)

Pulardy i indyczki

Podczas Zjazdu Higienicznego w Lublinie 28 września 1908 roku gościom na obiad podano: wódeczkę, kanapki, barszcz, bulion z pasztecikami, filety z sosem maderowym, łososia na gorąco z sosem holenderskim, pulardy i indyczki, kompot i sałatki, kalafiory, szparagi i groszek. Na deser były lody, kawa, herbata, wina francuskie, białe i czerwone. Zdrowo i higienicznie. (Marta Denys)

Trufle i opera

Powtarzał, że "Dietetyczne posiłki są jak opera bez orkiestry". Paul Bocuse nie żyje. Zmarł 20 stycznia 2018. W 1975 na obiedzie prezydenckim w Pałacu Elizejskim podano jedno z najsłynniejszych dań Bocuse'a - zupę z trufli (soupe aux truffes). U boku Mistrza pracował Maestro Jean Bos.

Wisła i węgorz wędzony

Lubelscy poeci i artyści często wyprawiali się do Kazimierza. Przodował w tym Józef Czechowicz, który włóczył się po miasteczku z aparatem w ręku. Ciągnęło go do willi „Łopuszanka” i do pani Łopuskiej, która była zapaloną spirystką. – Znajdowała się w stałym kontakcie z zaświatem. W jej mieszkaniu odbywały się seanse z udziałem znanych mediów i hipnotyzerów – wspomina Konrad Bielski. Po seansach z wywoływaniem duchów artyści lądowali w restauracji hotelu „Berensa”. Choć w 1933 roku w Kazimierzu były trzy hotele, to Berens wygrywał znakomitą kuchnią opartą o ryby. W restauracji podawano węgorza z wody, z rusztu, po rybacku, w galarecie, marynowane i wędzone. Na ryby od Berensa przyjeżdżali artyści, wojskowi i politycy z całej Polski.

Złoto i kardamon

„Sędzia otworzył puzderko zamczyste,
W którym rzędami flaszek białe sterczą głowy;
Wybiera z nich największy kufel kryształowy
(Dostał go Sędzia w darze od księdza Robaka).
Wódka to gdańska, napój miły dla Polaka;
Niech żyje! krzyknął Sędzia, w górę wznosząc flaszę,
Miasto Gdańsk, niegdyś nasze, będzie znowu nasze!.
I lał srebrzysty likwor w kolej, aż na końcu
Zaczęło złoto kapać i błyskać na słońcu.”
(Cyt. IV księga „Pana Tadeusza” A. Mickiewicza)
Goldwasser. Płatki 22 karatowego złota wirują w likierze na anyżu, cynamonie, goździkach, jałowcu, kardamonie, lawendzie, kolendrze. Historia powstania Goldwassera (dosł. Złota woda) sięga końca XVI wieku, kiedy Ambrosius Vermoellen zaczął produkować likier przy ulicy Szerokiej 52 w Gdańsku. Wielbicielami byli król Francji Ludwik XIV oraz caryca Rosji Katarzyna Wielka. Złotą Wodą wznoszono toasty w Panu Tadeuszu. Goldwasser obowiązkowo podawano przed wojną w najlepszych restauracjach miasta.

Podpis rycina
Kramy

A w 1820 roku w Lublinie taki widok. Po lewej stronie kramy pełne smaków. Akwaforta 10,6x16,1 cm, odb. obcięta. Źródło: Polona.

Wideo

Post Festiwal 2018

Post Festiwal 2018. Edycja pierwsza.

Opublikowany przez Post Festiwal Poniedziałek, 10 grudnia 2018

Post festiwal to jedyne na świecie świętowanie postu